Wojna hi-tech ze złodziejami autAgata Kuźnicka
Ostatnio pojawił się jeszcze bardziej skuteczny sposób zniechęcenia
do tego typu kradzieży: DNA Program. Polega on na naniesieniu
na elementy auta tysięcy poliestrowych mikrocząsteczek zawierających
laserowo wygrawerowany numer identyfikacyjny auta zwany VIN.
System opiera się na napylaniu świecącego w ultrafiolecie kleju,
który trwale przykleja owe mikrocząsteczki do podłoża. Na elementy
pojazdu natryskuje się 5 tysięcy mikrocząsteczek identyfikacyjnych,
na wszystkich możliwych jego częściach; od podwozia i felg przez
silnik po wnętrze pojazdu, tablicę rozdzielczą, wiązki elektryczne
czy nawet wywietrzniki i profile zamknięte karoserii.
- Metoda ta została opracowana w Australii i zyskuje popularność
w coraz większej liczbie państw, jak choćby w USA, Kanadzie,
Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii, w krajach skandynawskich,
RPA, Chinach, Rosji, Rumunii, na Tajwanie, a także w Polsce.
Mikrocząsteczki produkowane są jedynie w trzech fabrykach na
świecie - opowiada Marcin Kędzia z DNA Program Polska. - Są one
niemal niewidoczne gołym okiem i niezwykle trudne do usunięcia,
zaś numery identyfikacyjne na nich zawarte można przeczytać za
pomocą niedrogich lupek, którymi dysponują policjanci. Taki pojazd
jest też oznakowany naklejkami prewencyjnymi „DNA Program”.
DNA Program działa przede wszystkim zapobiegawczo. Jeśli złodziej
zobaczy na szybie upatrzonego auta naklejkę „DNA Program”,
to jest to dla niego jasny komunikat: Nie opłaca się mnie kraść.
Jestem trefnym, trwale oznakowanym, niesprzedawalnym towarem!
System identyfikacji znany za granicą jako DataDotDNA okazał
się tak skuteczny, że w Australii wszystkie sprzedawane nowe
auta marek BMW i Subaru są obowiązkowo w niego wyposażone.
Także w Polsce niektórzy producenci wprowadzają to zabezpieczenie.
Każde nowe subaru ma już na szybie naklejkę „DNA Program”.
Wkrótce do programu dołączą kolejne firmy samochodowe oraz towarzystwa
ubezpieczeniowe.
Niestety nie ulega wątpliwości, że tak jak producenci nowych
systemów pracują nad coraz nowszymi technikami zabezpieczania
aut, tak złodzieje pracują nad coraz nowszymi technikami ich
rozbrajania. Włamanie do firmowo wyposażonego najnowszego mercedesa
zajmuje zawodowcom kilkadziesiąt sekund. Potrafią oni podłączać
inne komputery, łamać kody i omijać alarmy, a do tego bywają
bardzo niebezpieczni i bezwzględni.
Policyjny Głos Mazowsza opisuje zdarzenie z kwietnia 2006 roku.
W Mławie troje złodziei wyciągnęło z citro¨ena berlingo 52-letniego
właściciela. Pobili go i skopali, po czym ukradli auto. Takie
przykłady można mnożyć w nieskończoność.
Jaką ochronę daje nam system monitorująco-alarmujący?
- Właściciel audi A8 wracał jesienią ubiegłego roku do domu po
wyjeździe za granicę - opowiada Mirosław Kleniewski.
- Na Słowacji zauważył, że jadące za nim czarne BMW zachowuje
się, jakby go śledziło. Zrozumiał, że ma „ogon”.
Natychmiast skontaktował się ze Stacją Monitorowania Alarmu ProSafe
i poprosił o pomoc. Operator widząc, gdzie znajduje się audi,
nawiązał kontakt z Interpolem, który przekazał sprawę słowackiej
policji. Ta zaś wysłała patrol, który eskortował samochód do
granicy swego regionu. Dalsze prowadzenie auta przejęła SMA.
Kierowca audi miał spokojnie i szybko na długich światłach jechać
do granicy z Polską (około 50 km), po czym przejechać ją bez
zatrzymania. Tuż za przejściem granicznym został bezpiecznie
zatrzymany przez polską policję. Czarne BMW dojechało do granicy,
wykręciło i ruszyło w drogę powrotną.
Kierowca audi odetchnął, jednak poprosił o eskortę do samego
garażu w Łodzi. Otrzymał ją. Dzięki nowoczesnemu monitoringowi
cała akcja skończyła się szczęśliwie.
- Jak widać, warto korzystać z nowych możliwości technicznych
- mówi Mirosław Kleniewski z ProSafe - zwłaszcza, jeśli się ma
drogie auto. To pozwala uniknąć nie tylko szkód materialnych,
ale czasem ochronić też zdrowie, a nawet życie.